czwartek, 3 sierpnia 2017

Podróże małe i duże

Jakiś czas temu z rodzicami Męża wybraliśmy się na niedzielną wycieczkę.
Pogoda była taka sobie i też za daleko nie chcieliśmy jechać, więc nasz wybór padł na ZOO w Gdańsku.
Bardzo lubię te ZOO. Głównie chyba za to, ze można tam spędzić cały dzień i się nie nudzić.

ZOO w Gdańsku jest największe w Polsce pod względem powierzchni (ponad 120 hektarów)
Wybiegi dla zwierząt są duże oraz tak skonstruowane, że zwiedzający bez większych problemów może podglądać zwierzęta. 
Co kawałek znajdują się ławki, jest też sporo toalet .
Na terenie ZOO jest miejsce gdzie można coś zjeść, kupić pamiątkę. 

W "wysokim sezonie", czyli od 1 lipca do końca sierpnia bilet jest dość drogi - normalny 30 zł
W późniejszym czasie cena spada, zimą ZOO można zwiedzać za połowę ceny - 15 zł .
Dla mnie ta cena nie jest odstraszająca, ponieważ w tym ZOO widać, że te pieniądze inwestowane są w obiekt. Warto pamiętać , że ZOO to żywe zwierzęta, których wyżywienie, opieka weterynaryjna itp kosztuje. 
Idąc np do jakiegoś parku dinozaurów płacimy podobne pieniądze, przy czym utrzymanie jego jest dużo tańsze, także nie rozumiem słów krytyki jakie słyszałam stojąc w kolejce do kasy. 


Nam udało się trafić na porę karmienia. Była to dodatkowa atrakcja zwłaszcza dla dzieci, które miały szansę zobaczyć, co jedzą zwierzęta, w jakich ilościach i jak reagują na osoby, które je karmią. 
\













Kangur na pierwszym planie ma w torbie maleństwo :)
Lekko wystają mu tylko uszka.




Następnie udaliśmy się na spacer na Skwer Kościuszki i na rejs statkiem. 



Niestety tak jak widać, pogoda bardzo się popsuła, zerwał się wiatr a po chwili przyszedł deszcz.
Statek nie dostał zgody na wypłynięcie w morze. 






Rejs trwał około 45 minut, koszt takiej przyjemności 30 zł od osoby dorosłej.


Tym statkiem płynęliśmy.
Myślę ,że przy ładnej pogodzie jest to bardzo fajna atrakcja. 




Zdjęcie poniżej pokazuje pogodę przy jakiej wchodziliśmy na pokład statku Halina :)



Przez pogodę postanowiliśmy powoli wracać do domu.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy na obiad do restauracji Kredens w Rumi.
Od tej chwili wszystkim tą restaurację polecamy. 
Mega klimat, wystrój, obsługa. Do tego dobre ceny, duże porcje. 



W resrauracji było pełno ludzi, więc zdjęcia nie są super ujęciami ze względu na to, że nie chciałam nikomu przeszkadzać.


Bardzo fajne , krótkie menu , a myślę,że każdy tam coś dla siebie znajdzie.



Ta mała sofka, to jest pudełko na chusteczki .



W takim kubku dostaje się rachunek :)




Później zabraliśmy tam naszych przyjaciół.
Również restauracja była pełna.
Im także tam sie spodobało i jest to ich ulubione miejsce :)



Następny punkt wycieczki - Groty Mirachowskie. 



Groty są malutkie, ich zwiedzenie zajmie maksymalnie 5 minut, ale i tak warto zajechać.
Wstęp to coś około 5 zł.
Groty w środku są bardzo wąskie i niskie.





tak wyglądają one z zewnątrz 


Odkryto je około lat 60 tych .
Kiedyś te groty stanowiły jedną dużą jaskinię , która została zniszczona po przez podebranie żwiru









Ostatnie miejsce gdzie zajechaliśmy był to Cmentarz Ofiar Piaśnicy.
Wstyd się przyznać,ale nigdy wcześniej tam nie byłam.
Słyszałam co nieco ale nic konkretnego i też nie czułam powagi miejsca póki go nie zobaczyłam.
Piaśnica jest to jedno z największych kaźni ludności polskiej na Pomorzy Gdańśkim w czasie II wojny.
Niemcy zamordowali tu około 14 tys ludzi - przedstawicieli tak zwanej polskiej inteligencji .
Piaśnica jest czasem nazywana "drugim Katyniem".
Miejsce to znajduje się około 10 km od Wejherowa, zostało wybrane przez niemców najprawdopodobniej ze względu na dobry dojazd koleją, bądź samochodem a miejsce mimo to dość odludne. 



W 1944 roku Niemcy zaczęli zacierać ślady po zbrodni, zlecili rozkopywanie grobów i palenie ciał.
Osoby, które brały udział w tym zostały również tam zabite i spalone. Po to aby uniemożliwić odkrycie zbrodni. 



Po kilku latach odnaleziono 30 zbiorowych mogił (świadkowie twierdzili , że jest ich 35), z czego 26 grobów zostało przebadanych.


W latach sześćdziesiątych znaleziono kolejne mogiły i paleniska. 

Ślady tych palenisk do dziś widnieją na drzewach.



Na zdjęciu powyżej widać popękaną korę drzew, to od temperatury paleniska.

W lesie powstał Pomnik Ofiar Piaśnicy, są również tablice z dokładna lokalizacją 26 mogił. 



.



”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz