Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama i dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama i dziecko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2019

Papuga Gaduła

Od świąt minęło już trochę czasu, zdążyliśmy wszyscy pobawić się zabawkami, które dostał Skrzat na święta.

Dziś opiszę po krótce Papugę Gadułę.
To jest zabawka zaskoczenie. Nie widziałam jej nigdzie wcześniej okazała się być bardzo fajna.






Tak jak widać na zdjęciu powyżej , papuga ma sześć przycisków.
Przycisk serce jest to włącznik, papugę trzeba włączyć, aby zaczęła się z nami bawić, po chwilowej bezczynności wyłącza się, co bardzo fajną opcją.
Przycisk księżyc- papuga opowiada dwie historyjki, z modulacją głosu, powoli, wyraźnie jej głos potrafi zainteresować dziecko.
Nutka - gra 5 różnych melodyjek, w międzyczasie chodzi i rusza skrzydełkami.
Kwadracik - papuga naśladuje 10 zwierząt, odgłosy są wyraźne, jedyną wadą jest że trzeba każdorazowo naciskać przycisk aby wydała kolejny głos.
Kółko - śpiewa 3 piosenki.
Gwiazdka - śmieszne frazy.
Papuga zachęca do ponownej zabawy, do wciśnięć kolejny raz przycisków.


Troszkę strasznie wygląda jak dla mnie kiedy świecą się jej oczy, ale Synkowi się podoba.
Troszkę hałasuje przy chodzeniu, ale mojemu Synowi to nie przeszkadza, powiedziałabym, że jest to dla niego dodatkowa atrakcja.


Papuga jest wykonana solidnie, ma przyjemne dla oka kolory, cała jest plastikowa przez co łatwiej ją utrzymać w czystości.



Koszt taj papugi szacuje się między 30 a 50 zł. Nasza jest z Pepco. Synkowi się podoba, potrafi się nią zainteresować na chwilę, u nas dosłownie 10 minut zajęcia się jedną zabawką to na prawdę dużo więc dla nas jest to sukces.

czwartek, 14 lutego 2019

Pchacz

Dziś napiszę kilka słów o pchaczu. Nasz pchacz jest ze sklepu Smyk, jest to Smiki, My First Activity Walker. Synek dostał go w prezencie na chrzciny, od września stał on  w pudełku, rozpakowaliśmy go dopiero jakieś dwa tygodnie temu. Niestety jestem zawiedziona tą zabawką.
Ale po kolei.
Pchacz jest kolorowy, przykuwa uwagę dziecka.
Ma kilka elementów interaktywnych:
Dopasowywanie kształtów, do odpowiednich okienek, mamy 6 klocuszków w trzech kolorach o różnych kształtach. Klocki mają na sobie również wytłoczone zwierzątka. wydaje mi się, że dla dziecka mało czytelne, zwłaszcza na klockach w kolorze czerwonym.
Mój dziewięciomiesięczny syn nie radzi sobie z ich wyjęciem, dość mocno trzeba je wcisnąć , a potem użyć siły aby wyjąć, co jest dobre pod tym względem, że nie wypadają pod czas spaceru.
W centralnym miejscu pulpitu znajduje się coś na wzór pianinka.
Trzy kolorowe przyciski i gwiazdka. Okropieństwo ! (to moje zdanie) . Dźwięk jest na prawdę brzydki, mamy kilka zabawek grających, ta wydaje najbrzydszy dźwięk, jest on bardzo drażniący.
Po naciśnięciu pojedynczych klawiszy pojawia się pojedynczy dźwięk, kiedy naciśniemy gwiazdkę włącza się melodyjka. Gwiazdka ma zaprogramowane trzy równe melodyjki.
Głośnik w zabawce jest bardzo głośny, nie ma możliwości regulacji głośności, co jest akurat minusem.
Zaraz pod pianinkiem znajduje się rurka wypełniona kolorowymi kuleczkami, dzięki jej przekręceniu kuleczki się przesypują , na ten moment chyba najbardziej ten element interesuje mojego syna.
Mamy również pałączek z czterema kolorowymi koralikami do przesuwania. Pałąk jest może 10 centymetrowy , więc dość krótki i nie specjalnie zajmuje moje dziecko.
Po lewek stronie mamy korbkę, która wydaje z siebie dźwięk poruszających się kół zębatych.
W dolnym prawym rogu w kształcie gwiazdki jest piszczałka. Nasza piszczałka piszczy co któreś przyciśnięcie, trzeba to zrobić bardzo umiejętnie, co nawet mi nie zawsze się udaje.

Teraz oceńmy zabawkę jako pchacz, a nie jako stolik edukacyjny... I tu jest tylko gorzej.
Niestety. Pchacz składa się z 3 elementów pulpitu i dwóch nóżek, składa się go na zasadzie "klik".
Pchacz jest bardzo lekki, mój syn jeszcze nie chodzi, ale staje . Próbowaliśmy z mężem pokazać Synkowi o co chodzi w tej zabawce, zauważyliśmy, że kiedy syn świadomie przenosi ciężar na rączki, opiera się na pchaczu i nie asekurujemy go , to niestety ale pchacz pod jego ciężarem nieznacznie się ugina, mój Syn aktualnie waży 7 kg, domyślam się, że jeśli chciałby z nim chodzić byłoby jeszcze gorzej.
Rączka jest mało wygodna, jest jakby pusta z jednej strony, co dla małej rączki dziecka nie wiem w jaki sposób ma pomóc.
Tak jak wspominałam sam pchacz jest bardzo lekki , raczej w momencie chodzenia dziecku to nie będzie służyło, bo jeśli straci równowagę i przewróci się do tyłu, to pchacz pociągnie za sobą, albo kiedy zablokuje się np w progu.

Zabawka w cenie regularnej na dzień dzisiejszy na stronie sklepu Smyk kosztuje 149 zł, w promocji 120 zł... Nie wiem za co ta cena. Teraz sprawdzając cenę popatrzyłam na opinię jeździka i widzę, że nie tylko ja mam takie zdanie o nim.
Jest on beznadziejny , moim zdaniem nie nadaje się jako chodzik do nauki czy pomocy w chodzeniu, raczej jako tablica edukacyjna.
Będę raczej unikała sytuacji żeby mój syn próbował przy nim chodzić, czuję że może wyrządzić to więcej szkód niż pożytku . W tej chwili jest fajnym stolikiem edukacyjnym . Szkoda , ze osoba go kupująca nie zapoznała się wcześniej z opinią na jego temat, bo po prostu szkoda pieniędzy na taki bubel.

Wiem, że na Wielkanoc dziadkowie mają też jakiś pchacz dla Krasnoludka , zobaczymy jaki będzie tamten.




czwartek, 3 stycznia 2019

Podsumowanie Grudnia

Grudzień miał być dla nas takim wyjątkowym okresem, przygotowania do świąt, zakupy prezentów, porządki...
Zgodnie z założonym harmonogramem, (tak wiem ja i te moje listy ) w sobotę zaczęłam porządki świąteczne od pokoju Skarzata. Od razu poczułam , że święta tuż , tuż.
Z dzieckiem, który ma etap" mamo jesteś na wyciągnięcie ręki, albo będę krzyczał" troszkę utrudnione jest to zadanie, ale kto nie da sobie rady jak nie ja:)
Niestety w sobotę w nocy stan zdrowia mojego Teścia się pogorszył. Dwie noce pod rząd Mąż spędził z nim na dwóch rożnych SORach w dwóch różnych miastach.
Przyniosło to wiele stresu i nerwów.


Pierwszy tydzień grudnia minął mi na porządkach i powolnym dekorowaniu mieszkania.
W tym roku kupiliśmy nową choinkę . Jest większa więc trzeba było dokupić ozdób :)
Każdy powód jest dobry.
6 grudnia przyszedł do nas Mikołaj. Zrobiliśmy sobie drobne prezenty, oczywiście nasz Elfik dostał największe prezenty. Moja Mama jak co roku kupiła nam słodycze, a Maluszkowi zabawki .



Grudzień u Męża w pracy jest gorącym okresem, dodatkowo koledze z pracy urodził się synek więc jeden pracownik na troszkę odpadł. To był ciężki czas dla nas wszystkich, na szczęście po dwóch tygodniach wszystko powoli wraca do normy.

Będąc z Synkiem na badaniach w Gdańsku, w drodze powrotnej zajechaliśmy na szybkie zakupy.
Było bardzo dużo świątecznych strojów dla dziewczynek, dla chłopców niestety wybór był bardzo mały.




W Tesco Synkowi kupiłam kombinezon. Mamy już jeden kupiłam go w Smyku, ale potrzebujemy drugiego, z powodu ślinotoku i częstych ulewań. Bardzo się cieszę . że udało mi się go kupić, jest bardzo wygodny w zakładaniu, dla dzieka wydaje się również być wygodny.  Kosztował 80 zł.


Jako świąteczny strój kupiłam bodziaka w stylu elfa, również Tesco, 14 zł


Na szczęście udało mi się w miarę opanować i nie popłynęłam z zakupami ozdób itp, zaszalałam za to z prezentami.

W Auchan za ok 3 zł kupiłam opaski świąteczne, miały być do zdjęć ostatecznie nie użyliśmy ich i zostały przybraniem głośników :)


Świąteczne serwetki . Zastanawiam się jeszcze czy to są ostateczne serwetki jakie położę na stół.



Kubeczki z Pepco. Są rewelacyjne. Bardzo je lubię za kształt, pojemność i poręczność.
Komplet kosztował 15 zł jeśli na wyprzedażach poświątecznych będą , to kupię jeszcze jeden komplet.



Kryształki na choinkę, również Pepco. Koszt takiego kompletu to 8 zł, żałowałam , ze od razu nie wzięłam 2 lub 3 komplety, jak poszłam po więcej oczywiście ich już nie było.





Lampki gwiazdki. Girlanda z Pepco 10 zł .
Girlanda jest rewelacyjna ! 40 gwiazdek ładnie świecących za 10 zł .



Lampki wyglądają rewelacyjnie. 








Grudzień w większości upłynął mi w przygotowaniach do świąt. W tym roku Wigilia była u nas więc przygotowań trochę więcej niż zwykle.
Dokładnie w Wigilię spadło u nas trochę sniegu , ale niestety na drugi dzień nie było po nim śladu.

Dla Rodziców i Teściów zdecydowaliśmy się na fotoksiążki w ramach prezentu. Wybraliśmy albumy od Moony Lab. Wyglądają rewelacyjnie i bardzo przypadły do gustu obdarowanym.



Okładki albumów co miesiąc się zmieniają w grudniu były słodkie ciasteczkowo pierniczkowe. 


Sporo frajdy sprawiło mi pakowanie prezentów. W zeszłym roku dobrze się do tego przygotowałam, w tym roku również zaopatrzyłam się już we wstążki, tasiemki, papier i winietki.


Kiedyś pakowałam wszystkie prezenty w torby, później stwierdziłam, że chyba lepiej się czuje osoba obdarowana jeśli widzi, że włożyliśmy troszkę serca w prezent. 






Tak jak wspominałam w tym roku mieliśmy nową choinkę.
Wreszcie nie ginie ona w salonie. 









Mniej więcej od połowy grudnia mieszkanie przystroiłam świątecznie. 
Stwierdziłam, że za mało wszystkiego mam i  w przyszłym roku Mężu szykuj się na zakupy :) 

Tradycyjnie w korytarzu na szafce zagościła choinka z papieru (koleżanka Mamy takie cuda robi) i Mikołaj na saniach, a lustro oplotłam lampkami. 





Kominek wygląda jakoś smutno, już znalazłam sobie inspirację na wystój przyszłoroczny, Mąż pomysł zaakceptował , mam nadzieję, że będzie pamiętał o tym w przyszłym roku.



Pod kominkiem aktualnie znajduje się grajdołek Smyka.


Domek, a właściwie kościółek ma z 15-16 lat już, białe skarpety mamy też już kilka lat, a mała czerwona skarpetka została kupiona ww zeszłym roku przed świętami .





 Stroik na stół ze świecą kilka lat temu zrobił Mąż, w tym roku troszkę się rozpadł pod czas przechowywania ,a dodatkowo Synek zaczepił go rączką i chyba w tym roku kończy swój żywot. 




Co roku na Mikołajki od Mamy dostaję gwiazdę betlejemską i domek z piernika. W tym roku gwiazda była wyjątkowo piękna, troszkę teraz jest łysawa, ale wciąż żyje. 







W sypialni również lekki powiew świątecznego klimatu, tutaj uderzyłam w czerwone tony. 






Wigilia u nas, czyli coś co najbardziej mnie stresuje, na mojej głowie - przygotowanie stołu.
Lubię i nie lubię to robić, zawsze wydaje mi się, że inni mają ładniejszy, że nie mam wystarczająco dużo gadżetów do tego. Tym razem byłam mądrzejsza i stół zaczęłam przygotowywać dzień wcześniej. Dzięki temu miałam troszkę mniej stresu. 
Wydaje mi się, że mam jakiś dziwny stół , za mały na imprezy które organizuję, albo robię za dużo jedzenia. 
Lubię kiedy stół jest ładnie przystrojony i jest przygotowany do przyjęcia gości, ale zastanawiam się czy goście w ogóle to zauważają..





Mąż czyścił srebra :P 
Zestaw sztućców który dostaliśmy w prezencie ślubnym jest najlepszym prezentem . 


Ze względu na małą ilość miejsca na stole drobne słodycze musiały wylądować na komodzie . 


Strasznie drażni mnie to, że nie mamy pełnej jednakowej zastawy. Zeszłoroczny Mikołaj troszkę nie trafił z modelem zastawy. Może kiedyś dokompletuje całość w jednym stylu.
Swoją drogą Lubiana Victoria oraz Classic są bardzo ciężkie. 





Pierwszy Dzień Świąt spędziliśmy u Moich Rodziców, byli także Teściowie, jednak wolę być gościem niż gospodarzem. Przy okazji zrobiłam kilka fotek niektórych elementów wystroju u Mamy, nie udało mi się zrobić ładnych zdjęć, bo niestety i stety nie było na to czasu. 


 Tą latarnię ze świeczkami na baterie za jakieś na prawdę nie duże pieniądze moja Mama znalazła w Jysk . 

Moi Rodzice mieszkają na osiedlu domków jednorodzinnych, ja mieszkałam tam od urodzenia i z biegiem czasu stwierdzam, że niestety umiera na ulicy klimat świąteczny. Kiedyś każdy dom był ozdobiony lampkami i tego typu rzeczami, na dzień dzisiejszy pojedyncze domki tylko mają jakąś ozdobę. 




Jak co roku świeża choinka. Daje super klimat. Nie wiem jakim cudem u moich rodziców ona się trzyma przy takiej ilości zwierząt. Mój jeden kot potrafi zdemolować sztuczną choinkę. 


Drugi Dzień Świąt do obiadu spędziliśmy u mojej Babci. Prababcia dumna z Prawnuka już nie może się doczekać aż mały będzie biegał. 


A później już do wieczora odpoczywaliśmy we trójkę. 




Bardzo chciałabym podziękować w tym miejscu mojej Mariolci, która razem ze mną mimo taaaakiej ilości dzielących nas kilometrów przygotowywała kolację oraz stół do niej .


Pozdrawiam