Długo zastanawiałam się czy robić podsumowanie zeszłego roku. Z jednej strony bardzo chciałam, z drugiej po dłuższym przemyśleniu doszłam do wniosku, że chyba zeszły rok mimo narodzin synka nie był najlepszym .
Był to rok pełen mieszanych emocji . Z jednej strony radość " jestem w ciąży , udało się dotrwać do 12 tygodnia " , z drugiej ciągły lęk , czy wszystko będzie dobrze . Jak nie raz wspominałam lubię marzec , niestety w zeszłym roku mało brakowało, a w moje urodziny urodziłby się mój syn. Na szczęście się udało, ale od tamtej pory było sporo nerwów. Dużo leżenia , wizyt kontrolnych , badań , pobytów w szpitalu. Szybkie kompletowanie wyprawki. W kwietniu w 34 tygodniu urodził się Damian.
Z jednej strony duża radość, że jest już z nami , że urodził się w dobrym stanie, że oddycha samodzielnie.
Z drugiej strony duży lęk, czy wszystko będzie dobrze , czy da sobie radę , czy my sobie poradzimy.
Naciski w szpitalu na karmienie , problemu z karmieniem , kiepski personel. Zakończyło się to baby blues. Teraz nie boje się do tego przyznać . Powrót do domu był szczęśliwym momentem , ale za chwilę znów zaczęło się coś dziać , wszyscy mówili że to normalne że przesadzam , a potem okazało się że nietolerancja laktozy, że zakażenie bakteryjne... No i tak do listopada wizyty u specjalistów , co chwilę coś nowego kilka pobytów w szpitalu. W czerwcu zdrowiu podupadł nagle Teść , w lipcu okazało się że to rak. Kolejne nerwy , stres ...
W międzyczasie były również chwile radości , ale co było lepiej to znów było gorzej.
Teraz jest nowy rok. Nowe nastawienie. W styczniu mieliśmy wizytę u nefrologa , okazało się że jest okej , że teraz tylko wizyty kontrolne trzeba monitorować , trzeba badać i sprawdzać , ale teraz to już profilaktyka. I kontrola w lipcu .Pierwszy sukces.
Druga ważna dla nas wizyta to wizyta u neurologa, tu również dobre wieści. To co najważniejsze i najbardziej niepokojące zostało wykluczone. Teraz tylko rehabilitacja. I kolejna wizyta kontrolna w kwietniu.
Mimo iż mamy za sobą już w tym roku kurację antybiotykiem bo jakieś dziadostwo się przypałętało, to czujemy że jest okej. I będzie lepiej.
W lutym albo marcu czeka nas wizyta u okulisty , ale tutaj to jest czysta profilaktyka. Kompletnie się tym nie stresuje .
Postanowienie na ten rok to więcej czytać, poświęcić więcej czasu na siebie może to być długa kąpiel , zdobienie sobie paznokci czy leżenie i patrzenie w sufit.
Ostatnio bardzo dobrze zadziałały na mnie samotne zakupy spożywcze chwilę po siódmej rano, w sklepach jeszcze mało klientów , towar poukładany , syn w domu z tatą. " Dałam na luz ", kiedy mąż jest w domu to on głównie zajmuje się Synkiem, na prawdę potrafi zrobi to świetnie , im czas razem jest bardzo potrzebny a i ja tego czasu potrzebuje dla siebie czy do ogarnięcia czegoś na co przy dziecku nie mogę sobie pozwolić.
Mężowi znowu trochę zmienił się system pracy , zmieniły się godziny pracy . Od pewnego czasu staramy się odnowić kontakty ze znajomymi, całkiem dobrze nam to idzie, odgrzewany znajomości sprzed 5-6 a nawet 10 lat.
Drogi rozeszły nam się z różnych względów, zmiana szkoły , nowe związki , praca itp później był czas , że chciało się odgrzać te znajomości, ale jakoś było tak głupio , brakowało odwagi. Postanowienie " raz kozie śmierć " okazało się być super posunięciem. Fajnie jest znów się spotkać , powspominać, przekonać się że wcale się nie zmieniliśmy aż tak jak nam się wydawało i nadal świetnie się dogadujemy i miło spędzamy czas razem. Trochę inaczej niż te 10 lat temu ( piwo na ławce w parku już trochę nie wypada) ale wciąż miło.
Według postanowienia i poświęcenia trochę czasu na relaks dla siebie, wróciłam do malowania paznokci.
W tym roku wyjątkowo przeżyłam finał WOŚPu, zupełnie inaczej się na to wszystko patrz, kiedy nasze dziecko korzysta ze sprzętów kupionych przez WOŚP.
Po wizycie na Finale w naszym mieście poszliśmy na gorącą czekoladę.
W tym roku również obchodziliśmy Pierwszy Dzień Babci i Dziadka.
Postawiliśmy na zakup prezentu praktycznego, czyli po kubeczku i magnesie na lodówkę.
Dziadkowie byli szczęśliwi , że odwiedził ich wnuk i spędził z nimi cały dzień.
Przeczytałam kilka książek. To postanowienie idzie mi najlepiej.
Odwiedziliśmy też rodzinę Męża . Lubię tam jeździć, czuje się jak na wakacjach. Co prawda spędziliśmy tam tylko dwa dni, ale baterie naładowałam.
Najgorzej jak na ta chwilę radzę sobie z oszczędzaniem. Zawsze na początku roku jest wiele promocji, wyprzedaży itp , wszystko jest potrzebne więc...
W Biedronce dokupiłam resztę pędzli do makijażu z serii.
Mam już dwa pędzle z tej firmy dla mnie są bardzo fajne, a ich cena to już w ogóle rewelacja.
W KiK kupiłam jeszcze kilka pierdółek za grosze.
Łup z Pepco, album na 100 zdjęć za 5 zł. Będzie dla dziadków, gdy wywołamy kolejną turę zdjęć.
W lutym będzie nas tutaj pewnie dużo mniej.
Zauważyłam, że nie dodały mi się posty, które pisałam na telefonie, więc czeka mnie pisanie ich na nowo :(
Pozdrawiam



























